Stowarzyszenie Literacko Muzyczne Ballada
Shadow

Płyta „Robert Kasprzycki – Śmigły (Gdy późno w noc)”

Robert Kasprzycki - Śmigły

Gdy późno w noc, nowa płyta Roberta Kasprzyckiego, czyli duet niemożliwy: Kasprzycki/Śmigły, niezwykły i niespodziewany, a jednak całkowicie udany – wiersze Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza w muzycznej interpretacji Roberta Kasprzyckiego.

To płyta, której format ewoluował, przynajmniej pod względem wydawniczym. Od prostej formy kopertowej wrzutki do czasopisma, do całkiem „wypasionego” wydawnictwa z książeczką z tekstami, a przede wszystkim kontekstem powstania płyty, a także słownym zmierzeniem się mitami na temat autora i epoki, w której przyszło mu tworzyć, czyli okolicznościami powstawania wierszy. Temat żywy, bo naznaczony przez historię, i każdy, zanim cokolwiek usłyszy już ma swoje zdanie. Ta konfrontacja z własnym wyobrażeniem (nie tylko zaspokajanie ciekawości, jak on to zrobił?, jaki znalazł klucz?, jak to brzmi?) to dodatkowy walor.

Notka z płyty

Marszałek Edward Śmigły-Rydz – legionista, polityk, tragiczny Naczelny Wódz kampanii wrześniowej. Tyle o nim wiemy, ile nam skłamano, bo na dobrą sprawę ogół z nas opiera swą wiedzę na łże-podręcznikach doby PRL. A kto jak kto, ale komuniści nie mieli go za co lubić – w końcu gwiazda Śmigłego zaświeciła podczas wojny polsko-bolszewickiej, kiedy skutecznymi manewrami osłaniał nasz odwrót przed nawałą ze wschodu. A później, 17 września, gdy jego plany oparcia się o ścianę wschodnią i czekania na aliantów przestały mieć jakiekolwiek podstawy, łatwo było zrobić z niego tchórza, który zamiast „na dnie z honorem lec”, opuścił swoją Armię.

Kiedy zapewniany przez Becka, że droga przez Rumunię jest wolna, z nadzieją, że z Paryża będzie można rozpocząć kolejną kampanię, przekraczał Śmigły granicę rumuńską, nie był tchórzem, niekiedy jednak polityczna naiwność gorsza jest od tchórzostwa. Skonfliktowany z Sikorskim, z którym zadarł jeszcze długo przed przewrotem majowym, odrzucony, niewygodny, niepotrzebny nikomu – ani w kraju, ani na emigracji – został Śmigły po prostu „zniknięty”. I nie miały już znaczenia przeszłe przewagi, honory, defilady, błędy popełnione podczas wybierania sojuszników (swoją drogą czy była jakaś inna opcja?) i samej kampanii wrześniowej. Zresztą, jak się zdaje, zdążył Śmigły przez lata narobić sobie sporo wrogów – bez formalnego wykształcenia wojskowego przechodząc drogę do stopnia Marszałka – okazało się jednak, że czym innym jest bycie zdolnym sztabowcem, a czym innym brodzenie w politycznym bagnie zależności i trybutów. Jak wielka musi być odporność na wodę sodową, na poklaskiwania cmokierów, które mylisz z realnym wsparciem. Ile osób musi ci powiedzieć, że jesteś genialny żebyś w to uwierzył? Pięć, pięćset, pięćdziesiąt tysięcy?

Przeczytaj również  Agnieszka Osiecka - życie i twórczość

Upadek Śmigłego był zatem tym bardziej bolesny, im wyżej wzniosła go fala narodowego uniesienia – teraz oszukany, zamknięty, internowany, pozbawiony kontaktu z kimkolwiek poza grupą adiutantów, ma dużo czasu na przemyślenie i prze-czycie, tego co się stało. To właśnie wtedy wraca do malowania i zaczyna pisać wiersze, z których składa się poniższa płyta.

A później pojawia udana próba przedarcia się do Warszawy i związana z nią kaskada pytań – po co wracał? Żeby stworzyć konspirację pod „sanacyjnymi” auspicjami? Szukać przeciwwagi dla „sikorszczaków”? Czy, jak chcą niektórzy, zawrzeć jakiś pakt z Niemcami? Kiedy otoczony powszechną obojętnością umiera w Warszawie, zostanie pochowany pod innym nazwiskiem, a tajemniczym post-scriptum będzie śmierć jego Żony, otoczona mrocznym , niemal mafijnym tłem.

Bezdzietny, pozbawiony politycznego zaplecza, czy choćby grona apologetów, którzy mogliby w jakikolwiek sposób bronić jego imienia, stał się Śmigły niemal egzemplifikacją Zapomnienia. A przecież jego biografia byłaby to piękną historią self-made-mana: chłopca z nizin, wcześnie odumarłego przez ojca, wychowanego przez matkę, wspieranego stypendiami przez bogatszych mieszkańców rodzinnego miasta, który być może zostałby malarzem, skoro studiował na krakowskiej ASP, gdyby, użyjmy tej wzniosłej frazy, nie wezwała go Polska.

Płytę można kupić w Dalmafonie.