Stowarzyszenie Literacko Muzyczne Ballada
Shadow

Joanna Mioduchowska – płyta Bujam w obłokach

Joanna Mioduchowska - Bujam w obłokach

Zacznę od często powtarzanej prawdy, która w praktyce różnie jednak funkcjonuje w country po naszemu, a mianowicie, że piosenki country są przede wszystkim tekstowe. Powinno to powodować naturalne relacje między muzyką country a piosenką autorską, ale jakoś ich do tej pory niewiele. Oczywiście jest Tomek Szwed zaliczany do obu gatunków, jest Paweł Szymański, śpiewający z towarzyszeniem Janusza Tytmana i kilku innych muzyków countrowych, znalazłoby się jeszcze trochę powiązań, ale to nadal nie jest stała praktyka.

Jakiś czas temu dowiedziałem się od mistrza gitary, Mirka Kozaka, o nagraniach do autorskiej płyty Joanny Mioduchowskiej. Obok Mirka uczestniczyli w nich znani z countrowej sceny Jacek Wąsowski i Adam Szuraj. Kiedy usłyszałem te piosenki jeszcze w stanie surowym, zrozumiałem, że szykuje się coś wyjątkowego. Z nie do końca jeszcze gotowym materiałem Joanna i Mirek pojawili się w Country Clubie Radia Warszawa.(…)

Tak naprawdę nie jest to płyta z muzyką country i nie mam zamiaru nikomu wmawiać, że tak jest. W niektórych piosenkach pojawiają się jednak countrowe smaczki i w gatunku przyznającym się do Brela czy Brassensa to bardzo istotna odmiana, powiem, że wręcz rewolucyjna. Rewolucyjna, ale nieprzypadkowa. Napisałem kiedyś, że gdyby Edit Piaff urodziła się w Ameryce, śpiewałaby country. W końcu piosenka francuska i piosenki country zakorzenione są w balladzie i pełnią podobną funkcję socjalną mimo wszelkich różnic brzmieniowych. W Polsce dobre czasy dla bardów minęły, słowo staniało i zdewaluowało się, ale okazuje się, że przetrwało jednak w poszczególnych twórcach i w zgiełku bezładnej gadaniny potrafi nadal uderzać celnością i mówić prosto i prawdziwie.

Piosenki Joanny Mioduchowskiej mówią o sprawach zwyczajnych: o miłości, która była, o tęsknocie za pełnią życia, o uciekających jak pociągi okazjach, o samotnych nocach i urodzinach, o tym, że jeszcze coś przed nami, o zimie, deszczu, wronach, ale każda z nich to też krótkie filozoficzne przesłanie, osobiste odniesienie się do sytuacji z pozoru banalnej, ale w swej istocie znaczącej, bo stanowiącej o tym, jakie jest życie. Każda z nich to dzieło skończone, zamknięta całość, perełka słowno-muzyczna. Nie ma w nich niepotrzebnych słów, a te które są, są na swoich miejscach. Muzyka je dopełnia, dopowiada, wzmacnia emocje. Tu nie ma pośpiechu, pauzy mają swoje znaczenie, otwierają całe światy poza słowami. I jest to coś, co jest nie tylko umiejętnością interpretacyjną autorki i wykonawczyni, ale przede wszystkim jej indywidualnością, jej subiektywnym, bardzo osobistym widzeniem świata, pełnym refleksji, zrozumienia, ale też ciepła i życzliwości. To jest takie bujanie w obłokach z pełną świadomością twardości ziemi, po prostu wzniesieniem się ponad tę twardość.

Przeczytaj również  Wywiad z Szymonem Zychowiczem

A to prawdziwe, realne życie bywa przecież różne. Takie jak w najbardziej dramatycznej piosence na płycie – „Ja i mój stoliczek”. Samotne urodziny świętowane przy baśniowym, mającym spełniać życzenia stoliczku jakby wbrew, na przekór nie mającej nic wspólnego z baśnią rzeczywistości. Trzeba ogromnej wewnętrznej siły, żeby napisać taką piosenkę. Ale właśnie taka wielka pozytywna siła w tych piosenkach jest. Powiem, że to właśnie najbardziej zbliża Joannę Mioduchowską do country, to że nie ma w jej piosenkach ucieczki od spraw trudnych, a jest sposób na skonfrontowanie się z nimi i poradzenie, pokonanie. W jakimś sensie można powiedzieć, że są to piosenki terapeutyczne… W takim określeniu może być sporo prawdy, bo Joanna wiele lat pracowała jako pielęgniarka, a jej piosenki powstawały nierzadko podczas nocnych dyżurów, kiedy to szykowała leki na następny dzień. Chyba do tych zwykłych pastylek dokładała jeszcze coś, co może było właściwym lekarstwem?

Z tych medycznych czasów pozostała też znajomość z Kubą Sienkiewiczem, który towarzyszy artystce w otwierającej album piosence „Nie ufaj mi” i dla którego zdarzało się Joannie pisać teksty. Warstwa instrumentalna jest pracą wspólną. Znamy w tej materii możliwości Jacka Wąsowskiego, znamy magię Mirka Kozaka, który gra tutaj nie tylko na gitarze, ale też akordeonie, mandolinie i buzuki, znamy czarodziejskie instrumenty perkusyjne Adama Szuraja, a całość dopełnia rodzinny team: Wojciecha Zalewskiego na kontrabasie i Marty Zalewskiej na skrzypcach. Countrowego brzmienia wiele jest choćby w tytułowej piosence „Bujam w obłokach”, takie to trochę szwedowskie brzmienie plus gitara dobro, jest ono w piosence „Dziś mój anioł”, tu dodatkowo jeszcze harmonijka, na której (obok gitary) gra Joanna, podobnie jest w przepięknej piosence „Na samotną noc”. Inna piosenka, „To tylko deszcz”, brzmi niemal bluegrassowo, taka z pewnością jest tu mandolina Jacka Wąsowskiego. Sporo country też jest w refleksyjnej „Łezce w oku”. Są jednak i inne klimaty: nieco grecczyzny w „Życia pełen dzban” czy cygańsko-rosyjsko-romansowe „Ech, moje serce”.

Przeczytaj również  Joanna Mioduchowska - płyta Pomiędzy gestami

Ogólnie fajną zabawą mogłoby być szukanie kontekstów, w jakie można Joannę Mioduchowską i jej piosenki wpisać. Jednym ze skojarzeń jest u mnie choćby Edyta Geppert, która przecież nagrała, choć nie wydała, countrową płytę. W jakiś sposób krążek Joasi Mioduchowskiej wypełnia tę lukę, która po Edycie Geppert pozostała, a wypełnia tym bardziej, że piosenki na płycie są autorstwa wykonawczyni, więc ich autentyzm jest niezaprzeczalny. Nie wiem, czy płyta „Bujam w obłokach” stanie się wydarzeniem przełomowym na polskim rynku muzycznym i odtąd również inni twórcy piosenki autorskiej będą się zgłaszali po countrowych instrumentalistów nagrywając swoje albumy, ale czemu by nie? Okazuje się, że ze sobą nam bardzo po drodze.

Maciej Świątek

Autor jest redaktorem muzycznym i współautorem audycji Country Club w Radiu Warszawa, poetą i twórcą tekstów piosenek.