Stowarzyszenie Literacko Muzyczne Ballada
Shadow

Joanna Mioduchowska – płyta Pomiędzy gestami

Joanna Mioduchowska - Pomiędzy gestami

Pisanie o piosenkach Joanny Mioduchowskiej to niemal taka sama przyjemność jak ich słuchanie. Co prawda wymaga to pewnego wysiłku, bo nie wypada napisać czegoś poniżej poziomu omawianej materii, a to rzecz niełatwa. Z pozoru są to piosenki proste, w których nie ma ambitnej aczkolwiek niezbyt zrozumiałej liryki poezji współczesnej, ale to właśnie kłopot, bo wszelkie skomplikowane analizy i mądrości stałyby się w tym przypadku śmieszne. Najtrudniej zmierzyć się z wrażliwością wprost, nazwać ją, a jednocześnie nie naruszyć. I jak pisać o czymś co zostaje „między gestami”, o czym właściwie najlepiej tylko milczeć słuchając?

Nawiązuję tu do tytułowej piosenki płyty „Pomiędzy gestami” będącej na tacy podanym kluczem do wszystkich piosenek. Chodzi o to nieuchwytne i nienazwane, co kryje się między gestami i między słowami. Można by to potraktować jako pewną kokieterię autorki i wykonawczyni – słuchacie mnie, ale czy słyszycie? Szukajcie mnie tam, gdzie nie ma moich słów, mojego głosu. To poszukiwanie na dłuższy czas, na wielokrotne słuchanie, na konieczność dostrojenia się do tej ukrytej fali, na której można trafić na ukryty przekaz. Nie napiszę tu nic konkretnego, bo odbiór piosenek Joanny Mioduchowskiej jest tak samo indywidualny jak one same. Pewną podpowiedzią mogą być dopełnienia instrumentalne, pozwalające na bezpośrednie odczuwanie, ale skrzypce, gitara czy harmonijka będą wywoływały inne obrazy u każdego słuchacza, niewątpliwie jednak pojawianie się takich obrazów prowokują.

Pisałem już kiedyś, że piosenki Joanny Mioduchowskiej cechuje wyjątkowa spójność tekstowo-muzyczna, że każdy dźwięk ma w nich znaczenie, Że nie ma niepotrzebnych dźwięków i słów. Nic w nich z efekciarstwa, łatwego epatowania słuchacza, takiej songwriterskiej socjotechniki mającej wywołać zaplanowany odbiór. Jest szczerość, a poza szczerością nieśmiałość, która okazuje się największą siłą. Tę nieśmiałość słychać w głosie artystki, ale też w subtelności podchodzenia do tematów. Są w tym dbałość, staranność, wahanie – czy to naprawdę powinno być tak, czy właśnie o to chodzi, czy mogę powiedzieć, że to właśnie to. Ale cóż, jak śpiewa – czy gdybym wszystko miała, umiałabym się z tego cieszyć? Niepewność iście mickiewiczowska.

Przeczytaj również  Wywiad z Szymonem Zychowiczem

To wszystko czytam oczywiście pomiędzy gestami i słowami, ale w tej odczytywanej nieśmiałości widzę też przymrużenie oka autorki w pełni świadomej tego, co pisze i śpiewa. Taka paradoksalnie nieśmiała pewność siebie to niewątpliwy urok artystki i jej dzieła.

Gdybym sięgał do wiedzy teoretyczno-literackiej, napisałbym o szczególnej roli ingardenowskich „miejsc niedookreślonych” w tekstach piosenek Joanny Mioduchowskiej. No, bo choćby jest takie miejsce… Każdy z nas pewnie ma takie miejsce, każdy inne, ale gdzieś tam rodzi się pytanie o tę wyjściową konkretyzację. Podobnie z brzozowym laskiem, który też może być inny dla każdego, ale zapewne na początku był taki a nie inny. Szukamy w sobie, ale szukamy też w zamyśle autorki, spotykamy się we wrażliwości, w zdarzeniach z życia podobnych choć osobnych, indywidualnych. Ale właśnie pomiędzy konkretami, a wyobrażeniami powstaje muzyczno-poetycka rzeczywistość, świat wspólny dla autorki i jej słuchaczy. Bezcenna umiejętność wykreowania takiego wspólnego i jednocześnie osobistego świata.

Wiele w tych piosenkach tęsknoty i rozmarzenia, ale po bujaniu w obłokach z pierwszej płyty, słychać tu także spełnienie. Życie bywa różne, ale ważna jest świadomość tej różności i coś w rodzaju zgody na tę różność. Też już kiedyś pisałem o terapeutyczności piosenek Joanny Mioduchowskiej i znowu do tego wracam. Życie ucieka, co jutro mnie czeka, nie wiem – w tym „nie wiem” nie ma jednak niepokoju a raczej ciekawość. Zakładam płaszcz, zmykam drzwi i w drogę – recepta na życie prosta, ale skuteczna. Czas pojawia się w piosence „Ot i wszystko”. Fizyczny wzór mówi, że czas to iloraz drogi przez prędkość. Nie spieszmy się więc, zatrzymajmy na chwilę, rozejrzyjmy wokół siebie, zajrzyjmy w siebie, ale też ruszajmy w drogę. Niby trzeba biec, ale może nie pędzić. To czytam, słyszę między gestami i słowami. W naszym rozpędzonym świecie to znakomita terapia.

Przeczytaj również  Ostatni wywiad z Wojtkiem Belonem - Nigdy nie zdradzę Majstra Biedy

Tropienie Joanny Mioduchowskiej jest trochę jak to gonienie króliczka, nie chodzi o to, żeby go złapać, ale właśnie, żeby gonić. Skojarzenie z Osiecką nie jest też przypadkowe. Oczywiście to zupełnie inne autorki, ale łączy je to, co niedopowiedziane, co ukryte między gestami. Łączy też podobna wrażliwość, indywidualne widzenie świata i ta, tak dziś rzadka, staranność językowa. Joanna Mioduchowska w polskiej piosence zajmuje swoje miejsce nieśmiało i bez ekstrawagancji, ale coraz bardziej zdecydowanie. Dla wielu jest jeszcze nieodkryta, czego bardzo żałuję, bo nie po to jest światło, żeby pod korcem stało. Mam jednak nadzieję, że ta trzecia już w jej twórczości płyta zaistnieje szerzej niż dwie poprzednie. Nie sprzyja jej czas, ogólnie niechętny wobec piosenki autorskiej, ale najciekawsza twórczość rodzi się zwykle w undergroundzie. Potrzebna nam dzisiaj taka nierozdzierająca szat wrażliwość, coś co daje ukojenie, ale nie znieczula. Pozwala złapać oddech, odzyskać dystans i nabrać takiej cichej, spokojnej energii.

Poza słowami, poza gestami pozostają również aranżacje. Pisałem już, że są dopowiedzeniami, ale też tworzą odpowiedni klimat, nie narzucają się, ale są słyszalne. Słychać instrumentalny dialog i słychać przestrzeń, w której ten dialog się odbywa. Wyrazy uznania zatem również dla muzyków towarzyszących Joannie Mioduchowskiej. Płyta, której chce się słuchać, do której chce się wracać, która za każdym wysłuchaniem dodaje coś nowego. Coś, co jest miedzy słowami, wierszami, a nawet mową ciała, czyli gestami. Coś, do czego można się zbliżyć tylko słuchając.

Maciej Świątek

Autor jest redaktorem muzycznym i współautorem audycji Country Club w Radiu Warszawa, poetą i twórcą tekstów piosenek.